Adwokat Łódź Joanna Zielińska

Równouprawnienie w konkubinacie to mit? Historia, która pokazuje finansową pułapkę

„Nie potrzebujemy papierka”. Tak zaczyna wiele historii par żyjących w konkubinacie. Miłość jest, wspólne życie też. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy relacja się kończy, a na stole zostają rachunki, kredyt i pytanie: kto właściwie za co płacił? Do prawnika trafia kobieta po dziesięciu latach związku. Ona opłacała codzienne życie: jedzenie, rachunki, prąd, ubrania dla dzieci. On spłacał raty kredytu za dom. Budżet wyglądał na sprawiedliwy. Oboje dokładali podobne kwoty. Po rozstaniu sytuacja zmienia się dramatycznie. Partner żąda zwrotu połowy pieniędzy za spłacony kredyt. I w wielu przypadkach prawo stoi po jego stronie.

Dlaczego w konkubinacie nie ma wspólnego majątku?

Małżeństwo automatycznie tworzy wspólność majątkową. Jeśli małżonkowie nie podpiszą intercyzy, większość rzeczy kupionych w trakcie związku należy do obojga. W konkubinacie ta zasada nie istnieje. Prawo traktuje partnerów jak dwie niezależne osoby, które po prostu razem mieszkają. Nie ma wspólnego „my”. Są dwa osobne majątki. Jeżeli para bierze wspólny kredyt hipoteczny, bank widzi dwóch dłużników. Każdy odpowiada za połowę zobowiązania.

Rachunki kontra rata kredytu – gdzie znika równowaga

Na pierwszy rzut oka podział obowiązków wydaje się uczciwy. Jedna osoba finansuje codzienne życie, druga spłaca kredyt. Problem polega na tym, że te pieniądze działają zupełnie inaczej. Rachunki i zakupy znikają. Po kilku dniach nie ma po nich śladu. Rata kredytu buduje kapitał. Każdy przelew zmniejsza zadłużenie i zwiększa udział w nieruchomości. Po latach jedna strona ma historię spłat w banku. Druga ma wyłącznie wydatki, które trudno udowodnić.

W sporach finansowych liczą się dokumenty. Osoba spłacająca kredyt może przedstawić historię przelewów: miesiąc po miesiącu, często przez wiele lat. To twardy dowód. Jeżeli kredyt był wspólny, jeden z dłużników może dochodzić od drugiego zwrotu części spłaconych rat. Prawo nazywa to roszczeniem regresowym. Druga strona musi udowodnić, że para umówiła się na inny podział kosztów. Bez pisemnej umowy bywa to bardzo trudne.

Jak zabezpieczyć finanse w związku nieformalnym?

Konkubinat nie musi być finansową pułapką. Wymaga jednak więcej planowania niż małżeństwo. W praktyce pomagają trzy zasady:

  • raty kredytu spłacajcie po równo i z osobnych kont
  • wpiszcie udziały w nieruchomości w księdze wieczystej
  • spiszcie prostą umowę regulującą podział kosztów

Miłość nie rozlicza przelewów. Bank już tak. Przy wspólnym kredycie emocje schodzą na bok, a znaczenie mają liczby, dowody i ustalenia.

Życie w konkubinacie? Jak prawnik może pomóc po rozstaniu i przed podpisaniem kredytu?

W takich sprawach prawnik porządkuje dowody, liczby i ryzyko. W praktyce może sprawdzić, czy druga strona faktycznie ma podstawę do żądania zwrotu pieniędzy, przeanalizować historię przelewów, umowy, wpisy w księdze wieczystej i ustalić, czy da się wykazać inny podział kosztów niż ten wynikający z samego kredytu. To ważne, bo przy współdłużnikach solidarnych punkt wyjścia bywa prosty: jeśli jeden spłacił więcej, może domagać się rozliczenia, chyba że z relacji między stronami wynikało coś innego. Tak działa regres między współdłużnikami opisany w art. 376 k.c.

Prawnik pomaga też wcześniej, zanim pojawi się konflikt. Może przygotować umowę między partnerami, opisać zasady spłaty kredytu, podział kosztów życia i sposób rozliczenia wkładu w nieruchomość. To ma znaczenie, bo konkubinat sam z siebie nie tworzy wspólności majątkowej, a sądy co do zasady nie traktują rozstania konkubentów jak podziału majątku po rozwodzie.

Zobacz nasze pozostałe wpisy na blogu